WYPRAWY / PODRÓŻE

WYPRAWY
FILMY
Ostatnia aktualizacja:
25 styczeń 2011

WYPRAWA CHORWACJA 2010 1/2

opis przesłany przez: Marcin Lubecki (marcinSC33)

wyświetlono: 10988 razy

CHORWACJA 2010

CBR1000RR , ZX10
16-24 lipiec 2010 | 9 dni,
przejechane: ok 3.200 km

Przygotowania:

Pomysł wakacji na motocyklu nie był niczym nowym. Co roku w miarę możliwości spędzałem wakacje – krótsze lub dłuższe na moto. Z racji , że większość wyjazdów była solo ten miał być inny – zabiorę narzeczoną :D. Trochę kilometrów wspólnie zrobiliśmy ale raczej na krótszych trasach (maksymalnie do 400km dziennie – Tatry Słowackie i podobne tematy) więc lekka obawa była jak będzie podczas znacznie dłuższej trasy. Gdzie pojechać? Pomysłów było wiele:

1. Rumunia z upragnioną Trasą Transfogarską – odpadła po konsultacji z kolegami , którzy śmigają tam co roku na Enduro;
2. Alpy – ze względu na koszty tym razem pozostały w sferze marzeń ;
3. Chorwacja – kojarzyła się nam z nudnym leżeniem na plaży i starymi, bogatymi, zachodnimi turystami. Plusem był natomiast autostradowy dojazd odpowiadający fajerowi. Przewertowaliśmy fora internetowe, przewodniki opisujące ten ciekawy kraj i stwierdziliśmy , że skoro tam nie byliśmy to warto zaryzykować.

Jakiś czas wcześniej przy okazji wypadu na tor do Biłgoraja poznaliśmy parę na ZX10R Szymka i Agnieszkę , którym zaproponowaliśmy żeby pojechali z nami. Kierując się zasadą , że w grupie razniej zaproponowałem również na forum uczestnictwo jeśli ktoś chce ale bez większego zainteresowania.

Pierwszy dzień

Wyjazd ustaliliśmy na godz.3:00 ze względu na wysokie temperatury w dzień oraz mniejsze ilości Słowackich policjantów o tak dziwnej porze. Nawet udało nam się szybko zebrać , ruszyliśmy trochę zaspani ale pełni entuzjazmu w trasę. Ostatnie pełne tankowanie za złotówki przed Barwinkiem i jazda. Około 6:00 mijaliśmy już Węgierską granicę w Senie. Na pierwszej stacji kupiliśmy 10 dniowe winiety na Węgry – koszt z tego co pamiętam ok.10E – przy okazji płacąc Euro a nie Forintami zapłaciliśmy rekordowo dużo za paliwo (chyba 1,5E/1l). Od Miszkolca wjeżdżamy na autostradę i trzymamy przelotową 150-180km/h. Niestety nie mieliśmy nawigacji więc korzystamy z mapy, mijając obwodnicą Budapeszt pakujemy się w spory korek wlekąc się przez kilkanaście kilometrów środkiem 40km/h w ponad 30 stopniowym upale. Wszystkim ten krótki kawałek dał się we znaki, przegrzanie spotęgowały też skórzane kombinezony (ja, Aga, Szymek – tylko Ewelina miała tekstylne ciuchy).

Starożytny sposób nawigowania z mapy - Budapeszt

Decydujemy, że dziś dojeżdżamy do Balatonu. Około 13:00 zjeżdżamy z autostrady M7 na miejscowość Balatonszarszo. Szybka decyzja lecimy dalej? Czy zostajemy tutaj do jutra? Przegrzani wybieramy wspólnie opcję drugą .Szybko znajduję bungalow 6-osobowy dla naszej czwórki za cenę…5E/osoba po krótkim targowaniu. Warunki niezbyt fajne ale nie mieliśmy siły nic szukać więc wyskakujemy z kombinezonów rozpakowujemy motocykle i zasuwamy do wody. Całe popołudnie spędzamy w Balatonie – szkoda, że nie umiem pływać. Przebrani w spodenki śmigamy na obiad do handlowej części miejscowości gdzie trafiamy na najgorszy gulasz na świecie serwowany przez gościa wyglądającego jak kuzyn Jasia fasoli. Po powrocie chwilę siedzimy jeszcze w jeziorze, które mi bardzo odpowiada ponieważ jest płytkie, nawet 500m od brzegu woda sięga mi niewiele powyżej pasa. Szybko idziemy spać ponieważ planujemy znów start jutro o 4:00 rano i dojazd do Plitvickich Jezior. Dziś przejechaliśmy ponad 600km.

Balaton Balaton

Drugi dzień

4:00 szybko mocujemy bagaże na moto, wskakujemy w kombinezony i lecimy w stronę Letenye – granicy z Chorwacją. Dojeżdżamy kilka kilometrów i lecimy autostradą M7 we mgle (duża ilość wody w okolicy, po prawej Balaton i rezerwaty bagien). Mimo lekkiej mgły i dość niskiej temperatury utrzymujemy nadal znośną średnią w granicach 180km/h. Szybko dojeżdżamy do Letenye robiąc jeden krótki przystanek na tankowanie. Na granicy korek – mijamy środkiem, szybkie sprawdzenie dowodów i zachęta od celnika w stronę Szymka aby zaprezentował jakie dzwięki wydobywa dycha z Akrapów na wysokich obrotach – ofiara spełniona :D. Kilka kilometrów za terminalem pierwsze bramki i haracz za przejazd autostradą do Zagrzebia (w Chorwacji wszystkie autostrady są płatne dla moto na zasadzie jak nasza A4). Około 8 dojeżdżmy do stolicy. Na pierwszym tankowaniu zauważamy drastyczną różnicę w cenach żywności a szczególnie picia w porównaniu z Węgrami czy Słowacją (byliśmy na to przygotowani). Jest sobota korki przed bramkami są ogromne ale przepychamy się środkiem trąbiąc na puszkarzy (Fajer trochę mnie ogranicza ze względu na poszerzające torby boczne). Zaczyna robić się ciężko lecimy 30-40km/h wśród setek samochodów w ponad 30 stopniowym upale, wentylatory wyją jak wściekłe aż wydech grzeje w tyłek. Na szczęście dajemy radę i po ok. 45minutach mijamy bramki, za którymi czeka na nas zakorkowana autostrada. W akcie desperacji lecimy poboczem 100-120km/h, samochody jadą 60-80km/h. Dołącza do naszej kolumny Chorwat z laską na CBFie i tak sobie podróżujemy aż do momentu, w którym zauważamy, że wszystko wróciło do normy i możemy znów jechać normalnym pasem z rozsądną przelotową. Zjeżdżamy z autostrady A6 na Karlovac (miasto nad rzeką Kupą heh). Miasto wydaje się brzydkie i nie ciekawe – przypomina słowackie blokowiska i zaniedbane industrialne krajobrazy. Ponieważ jest bardzo gorąco, chcemy jak najszybciej dotrzeć na Plitvickie Jeziora, lecimy dalej – zatrzymuje nas jakieś 5km za Karlovacem ekspozycja ze sprzętem z czasu wojny domowej, kilkoma zdewastowanymi budynkami i „bombką” wielkości mojej RRy. Oglądamy eksponaty, robimy spożywcze zakupy w pobliskim sklepie i ruszamy dalej.

muzeum wojny domowej - bombka muzeum wojny domowej muzeum wojny domowej muzeum wojny domowej

Teren zaczyna być coraz bardziej pagórkowaty, ruch bardzo duży, widać też sporadycznie patrole policyjne więc prędkość przelotowa bardzo spada. Wleczemy się przez 40-50km coraz bardziej krętą trasą aż żal , że wieziemy ze sobą bagaże – najchętniej zrzucilibyśmy sakwy i poganiali po okolicznych winklach (moja frustracja sięga zenitu jak wyprzedza nas koleś na zx10r z prędkością „na oko” 2 razy większą niż nasza i rykiem rodem z motogp). Widoki częściowo rekompensują brak możliwości do zasuwania. Mijamy przepiękną miejscowość Slunj gdzie rzeka Slunjcica wpada do Korany tworząc liczne wodospady, które podziwiamy kilkadziesiąt metrów niżej. Nad osadą góruje masywny most dający możliwość podziwiania kanionu rzeki i architektury miejscowości. Po 5 minutowym postoju jedziemy dalej. Jesteśmy coraz bliżej celu więc pora rozejrzeć się za noclegiem. Zatrzymujemy się przed Rakovicą przy domu oferującym noclegi… będzie to nasz pierwszy w Chorwacji (każdy zastanawia się „ciekawe ile nas skasują?”). Niepewnie pytam właścicieli ile chcą za 4 osoby w konfiguracji pokoji 2x2os lub 1x4os – po negocjacji bierzemy pokój 4 osobowy z aneksem kuchennym 12,5E/os. Warunki są co najmniej bardzo dobre. Szybko wyskakujemy z kombinezonów, prysznic, nakładamy spodenki, koszulki aparat , woda do plecaka i śmigamy zwiedzać park narodowy Plitvickich Jezior. Bilety ok. 15E/os nie należą do najtańszych ale napewno warto. Wybieramy do zwiedzania dłuższą opcję – wyjeżdżamy specjalnymi „autobusami” do górnego jeziora i stopniowo schodzimy coraz niżej podziwiając coraz wyższe i większe ilości wodospadów (jest ich około 90). Woda ma niesamowite kolory błękitny, turkusowy, zielony z całą gamą odcieni (w żartach podejrzewamy zarząd o barwienie płynem do mycia naczyń).

plitvickie jeziora plitvickie jeziora plitvickie jeziora plitvickie jeziora

Wszystkich jezior jest 16, są one różnej głębokości oraz powierzchni a ich wysokości npm zaczynają się od 636 a kończą na 503 mnpm. Wycieczka po parku zajmuje nam spokojnym tempem około 4 godziny. Docieramy do przystani skąd zabiera nas prom do punktu, z którego wystartowaliśmy. Chętnie zobaczylibyśmy jeszcze krótszą trasę gdzie płynie się większą część promem ale niestety jest już prawie 19:00. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy 15km na nocleg gdzie zastajemy 3 samochody z polski. Rozmawiając z „Ziomalami” ustalamy dalszy ciąg trasy na podstawie uwag gościa z Gdańska , który nocuje na naszym piętrze (kilkakrotnie był już w Chorwacji swoim CBF600).

Trzeci dzień

5:00 dzień wita nas niepewną pogodą więc przeciwdeszczówki wędrują na samą górę bagażu. Nie pękamy, ruszamy a z chwili na chwilę pojawia się słońce i znikają chmury. Jesteśmy coraz bliżej gór, krajobrazy są przepiękne. Tereny w większości opustoszałe (blisko Bośnia i Harcegowina), kolory traw, widoki, wszystko robi się coraz bardziej niespotykane dla nas. Momentami wieje silny wiatr usiłujący przestawić nasze sprzęty na sąsiedni pas. Mijamy bazę wojskową obowiązkowe fotki – przecież zakazy są po to żeby je łamać.

w drodze do Splitu w drodze do Splitu jedne z wielu serpentyn na trasie

Cały czas jedziemy drogą oznaczoną na mapie nr.1 , która okazuje się być całkiem dobra a z każdym kilometrem jest coraz piękniej i pojawiają się coraz częściej fajne serpentyny. Tereny robią się coraz bardziej dziewicze i opustoszałe. Im wyżej jesteśmy tym mniej wiosek , które praktycznie można nazwać osadami. Zabudowania robią przygnębiające wrażenie, większość to biedne polepione domy, niektóre noszą ślady po kulach. Bardzo dużo pustostanów a największe wrażenie zrobiła wioska mająca na oko 20-30 domostw, z których tylko trzy sprawiały wrażenie zamieszkałych. Lecimy przed siebie i chyba każdy ma chwile refleksji po tych widokach. Czasem zatrzymujemy się na krótką przerwę oraz pamiątkową fotkę.

nie ma to jak żółwik w fajnej scenerii

Docieramy serpentynami z panoramicznym widokiem do miasta Gracac gdzie tankujemy i jemy zapasy zrobione w markecie. Humory dopisują, wszyscy pełni wrażeń zastanawiamy się gdzie dziś będziemy spać – planujemy dotrzeć do Splitu. Kierujemy się na Knin gdzie zjeżdżamy na drogę nr.33. Od Kninu do Splitu już rzut beretem, po godzinie przecinamy góry tunelem i ukazuje się nam panorama miasta. Zjeżdżamy z obwodnicy i zaczynamy szukać noclegu. Pytamy w dwóch pensjonatach ale ceny odstraszają – około 25 E /os. Miejscowi kierują nas na kemping Stobrec, do którego dojazd jest świetnie oznakowany. Na miejscu wynajmujemy duży namiot (przedsionek i dwie oddzielone sypialnie z łóżkami i materacami) za cenę 12,5E/os (tutaj nie dało się utargować). Warunki są super, 50m od morza, czysto, sanitariaty i cała reszta super utrzymane.

kemping stobrec i nasz apartament kemping stobrec kemping stobrec widok

Szybko rozpakowujemy bagaże, przebieramy się, chłodzimy w morzu. PóĽniej lecimy na zakupy do marketu, pożyczamy kuchnię gazową od kierowcy autokaru z Polski - gotujemy kolację. Wieczorem jedziemy na miasto gdzie największą atrakcją jest Pałac Dioklecjana będący centralną częścią starówki oraz Promenada z palmami. Spacerujemy, zwiedzamy do póĽnych godzin nocnych. Dziewczyny zaraz zauważają wszystkie egzotyczne rośliny typu limonki, aloesy, palmy. Miasto ma swój klimat i robi na nas duże wrażenie więc decydujemy spędzić w tym miejscu kolejny dzień. Kładziemy się spać o 2 w nocy.

port Split znak_pełna_egzotyka split_promenada_ten_koles_na_tronie_to_dioklecjan

Dzień Czwarty

Ponieważ zostajemy kolejny dzień w Splicie śpimy dłużej niż zwykle :D. Około południa wyruszamy zwiedzać miejsca, których nie udało się zobaczyć wczoraj. W plażowych strojach (jak większość miejscowych) jedziemy na moto do centrum i z przewodnikiem Pascala w ręce śmigamy po mieście. Zaczynamy znowu od Pałacu Dioklecjana, który stanowią w zasadzie resztki murów wkomponowanych w architekturę starówki. Wewnątrz pozostałości pałacowych znajdują się budynki mieszkalne, restauracje, sklepy z pamiątkami a całość zajmuje bardzo dużą powierzchnię.

jedno z wejsc do palacu dioklecjana spacer po palacu dioklecjana dalszy ciag zabytkow znajdujacych się za murami

Podziwiamy Katedrę ¦w. Dujama i następnie kierujemy się na wzgórze – półwysep Marian. Jest ponad 30 stopni celsjusza więc wyjście na dość strome wzgórze zajmuje nam sporo czasu. Widoki jakie zastajemy docierając do tarasu rekompensują wysiłek z nawiązką. Panorama miasta na tle gór i morza jest naprawdę piękna.

promenada - marian promenada - marian zejscie z promenady marian panorama splitu Split - waskie uliczki

Chłodzimy się zimną wodą i w cieniu drzew odpoczywamy. Schodzimy z wzgórza, robimy trochę fotek, wskakujemy na sprzęty i śmigamy na kemping by ugotować obiad. Ponieważ jest dość wcześnie decydujemy się na wycieczkę do oddalonego o 20km Trogiru. Pakujemy picie, aparat i śmigamy zakorkowaną magistralą. Trogir to malutkie ale bardzo urokliwe miasteczko ze starówką wpisaną na listę Unesco. Spacerujemy, oglądamy zabytkowe mury, podziwiamy ekskluzywne jachty.

centrum trogiru trogir widok na wyspe ciovo trogir trogir most na wyspe ciovo

Ruch w miasteczku jest bardzo duży a jego największe nasilenie występuje na moście łączącym miasto z wyspą Ciovo. Przegrzani do granic możliwości jemy lody na starówce pełnej wąskich uliczek i decydujemy się na powrót na kemping. W drodze powrotnej mijamy Włocha na SC59 zapakowanej jak GoldWing (również z pasażerką) – podbudowuje nas to – nie tylko my wykorzystujemy czasem sporta nie do końca zgodnie z przeznaczeniem. Przy kolacji rozstawiamy mapy i ustalamy wstępny plan na jutro – jedziemy do Zadaru. Pakujemy się wieczorem żeby rano mieć mniej roboty. Idziemy na krótki spacer po okolicy, oglądamy sprzęty miejscowych, które w większości są pozbawione tablic rejestracyjnych a obowiązkowym strojem motocyklisty są adidasy, spodenki i koszulki. Kładziemy się spać. Noc jest dość chłodna więc korzystamy z kocy termicznych (tanie ok.2zł, mają małe gabaryty i faktycznie ocieplają – jedyny minus to , że szeleszczą strasznie).

Dzień piąty

ciąg dalszy na następnej stronie...
STRONY: 1 | 2
Copyright (c) 2007-2010 by Tytus, Serwis FireBlade.pl , All rights reserved - Wszelkie prawa zastrzeżone

HONDA FIREBLADE | CBR 1000RR | CBR 954RR | CBR 929RR | CBR 900RR | SC59 | SC57 | SC50 | SC44 | SC33 | SC28